Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2013

Szampony Dr. Organic- Moroccan Argan Oil, Tea Tree & Rose Otto.

Piszę tego posta, bo świerzbią mnie palce i nie mogę się powstrzymać od wyrażenia swojej opinii :) Co prawda tylko dwa z szamponów zużyłam, a jeśli chodzi o trzeci z nich to dalej jestem w trakcie testów, jednak używam go już około 3 tygodni i postanowiłam go nie pomijać w dzisiejszym poście. 


Chciałabym podkreślić (dosłownie również), że podczas stosowania poniżej wymienionych szamponów całkowicie powstrzymałam się od stosowania odżywek do włosów, ponieważ nie chciałam żeby cokolwiek wpłynęło na moją ocenę. Raz na jakiś czas użyłam maski- dosłownie kilka razy, również z tej samej firmy, ale o tym może przy innej okazji.

Małe przypomnienie opisu moich włosów i skóry głowy. 
Włosy- niefarbowane, średniej długości, falowane.
Skóra głowy- przetłuszczająca się, wrażliwa, ze skłonnością do łupieżu.

Jako pierwsze kupiłam Tea Tree, który był również pierwszym szamponem od Dr. Organic, którego zaczęłam używać oraz Moroccan Argan Oil, który poszedł na drugi ogień. Wszystkie szampony nabyłam w sklep…

Tusz do rzęs They're Real- Benefit.

Do napisania o tym szeroko rozsławionym tuszu zabierałam się od dawna, ale musiałam poczekać na chłodniejsze dni i dopiero teraz czuję, że jestem gotowa to przedstawienia swojej opinii.

Na They're Real natknęłam się podczas poszukiwań maskary, która dawałaby efekt dość mocno podkreślonych rzęs. Miniatura tuszu była akurat w tamtym momencie dodatkiem, do którejś z gazet co było mi bardzo na rękę- byłam przekonana, że po wypróbowaniu miniaturki po jakimś czasie wielce zachwycona nabędę opakowanie pełnowymiarowe.






Tusz wyposażony jest w silikonową szczoteczkę, która zakończona jest... maczugą- co tak na marginesie od razu skojarzyło mi się z dinozaurami.

*źródło* Tak, nie mylicie się- to jest końcówka szczoteczki, którą przyczepiłam Ankylozaurowi :)

A szczoteczka w całości, już bez głupich żartów, przedstawia się następująco

Czasem działa mi na nerwy fakt, że momentami zbiera zbyt dużo produktu i podczas aplikacji drugiej warstwy łatwo o efekt 'muszych nóżek' jakie sobie dzisiaj…

Kosmetyczne przyzwyczajenia i dziwactwa.

I niech mi nikt nie mówi, że sam nie ma swoich przyzwyczajeń czy dziwactw, bo możecie obiecywać ile chcecie, a i tak Wam nie uwierzę ;) Byłabym bardzo wdzięczna, gdybyście i Wy się podzieliły swoimi małymi 'sekretami'- w komentarzach czy też na swoich blogach.
Nie przedłużając zbytecznie oto one- niektóre zupełnie niedorzeczne, inne całkiem przydatne

MOJE KOSMETYCZNE PRZYZWYCZAJENIA I DZIWACTWA
1.Balsamy.

Czyli o tym jak ich nie używam. Mimo że mam miękką i delikatną w dotyku skórę nie przepadam za używaniem balsamów, olejków i maseł do ciała. Owszem zdarzają się okresy, w których zmuszam się co codziennego, upierdliwego wcierania, ale naprawdę tego nie cierpię. Najczęściej wklepuję coś w łydki (które są moją problemową strefą) zahaczając przy okazji o uda i pośladki i na tym się moja balsamowa pielęgnacja kończy. Sama nie wiem czy to niechęć czy po części również lenistwo, ale często gęsto kończy się na tym, że muszę różnego rodzaju specyfiki powyrzucać, bo zbyt długo zalegają w…

Śmierdząca sprawa czyli jakie antyperspiranty chronią mnie w stresowych sytuacjach.

W przeszłości zdarzało się, że poszukując nowych koszul/t-shirtów/bluzek zwracałam wielką uwagę na to czy przypadkiem nie będą na nich widoczne plamy potu... Wszelkie szarości odpadały już na wstępie. Bardzo długo szukałam czegoś co pozwoli mi się cieszyć każdym rodzajem ubrania. Bliskim ideału okazał się Garnier Mineral- zapewniał ekstremalne uczucie suchości, tak ekstremalne, że po jakimś czasie moja skóra była przesuszona i podrażniona, więc poszukiwania trwały dalej. W końcu okazało się, że prawdziwym strzałem w dziesiątkę jest kulka od Vichy.
Wbrew pozorom nie była to miłość od pierwszego użycia. Jak na mój gust antyperspirant od Vichy dość długo się wchłania. Na początku po użyciu go rano szybko się ubierałam i biegłam do pracy. To się absolutnie nie sprawdzało. Teraz już wiem, że kulkę mogę użyć rano tylko jeśli mam czas na spokojne odczekanie aż się wchłonie. Jeśli nie biorę prysznica rano tylko wieczorem to tym lepiej dla mnie (i tak właśnie staram się robić jak najczęściej)…

Post na zamówienie- Zmywanie paznokci przy użyciu folii.

Justitia bardzo chciała zobaczyć jak przy użyciu folii spożywczej pozbywam się dziadów ciężkich do usunięcia w tradycyjny sposób czyli wszelkiego rodzaju lakierów brokatowych i piaskowych. Oto post dla Ciebie, moja droga :)

Narzędzia zbrodni:



Płatki kosmetyczne tnę na 10 kawałków, to samo robię z folią.


I teraz zaczyna się operacja- maczamy kawałek wacika w zmywaczu, kładziemy na paznokieć i taki oto 'opatrunek' owijamy folią.



I na koniec potrzebna nam chwila (ok. minuty) na wzywanie kosmitów...

Ściągając wacik staram się go dobrze docisnąć do paznokcia, żeby zebrać jak najwięcej 'rozpuszczonego' lakieru. Ewentualne resztki zmywam drugą stroną wacika i... gotowe!





Wiecie jak się zmobilizowałam do zrobienia tego posta? Pomalowałam paznokcie najbardziej znienawidzonym przeze mnie brokatowym lakierem od Rimmela, który nadaje się do sekcji 'Trollowe kosmetyki'!

Spokojnego (lub szalonego jeśli wolicie) piątkowego wieczoru :*