Przejdź do głównej zawartości

Szampony Dr. Organic- Moroccan Argan Oil, Tea Tree & Rose Otto.

Piszę tego posta, bo świerzbią mnie palce i nie mogę się powstrzymać od wyrażenia swojej opinii :) Co prawda tylko dwa z szamponów zużyłam, a jeśli chodzi o trzeci z nich to dalej jestem w trakcie testów, jednak używam go już około 3 tygodni i postanowiłam go nie pomijać w dzisiejszym poście. 


Chciałabym podkreślić (dosłownie również), że podczas stosowania poniżej wymienionych szamponów całkowicie powstrzymałam się od stosowania odżywek do włosów, ponieważ nie chciałam żeby cokolwiek wpłynęło na moją ocenę. Raz na jakiś czas użyłam maski- dosłownie kilka razy, również z tej samej firmy, ale o tym może przy innej okazji.

Małe przypomnienie opisu moich włosów i skóry głowy. 
Włosy- niefarbowane, średniej długości, falowane.
Skóra głowy- przetłuszczająca się, wrażliwa, ze skłonnością do łupieżu.

Jako pierwsze kupiłam Tea Tree, który był również pierwszym szamponem od Dr. Organic, którego zaczęłam używać oraz Moroccan Argan Oil, który poszedł na drugi ogień. Wszystkie szampony nabyłam w sklepie Holland&Barrett w promocji typu 'Kup jeden, drugi dostaniesz za połowę ceny'- jeśli interesuje Was cena za butelkę to jest to około £6.


Pytanie- jak często zdarzyło się Wam kupować różne szampony, z tej samej firmy, które niby miały być do różnego rodzaju włosów (farbowanych, kręconych, przetłuszczających się, z puszącymi końcami), żeby później się przekonać, że jedyne czym się różnią to mały napis na butelce, bo zapach i konsystencja jak i działanie bywało takie samo? Przy użyciu szamponów z Dr. Organic takie problemy mnie nie dotyczą. Jestem w trakcie używania trzeciego szamponu i mimo że tylko jeden z nich przypadł mi do gustu to widzę jak diametralnie się między sobą różnią.


Ok, a teraz po kolei. Do tablicy wywołujemy:

Tea Tree



Skład:


Oraz:
Aloe barbadensis leaf juice, Aqua (water), Sodium lauroyl sarcosinate, Sodium cocoamphoacetate, Cocamidopropyl betaine, Palmitamidopropyltrimonium chloride, Coco-glucoside, Glyceryl oleate, Caprylyl/capryl glucoside, Sorbitan sesquicaprylate, Sodium hydroxymethylglycinate, Melaleuca alternifolia (Tea Tree) oil, Mentha piperita (Peppermint) oil, Limonene, Citric acid. 

Zapach: bardzo intensywny podczas mycia, po wysuszeniu włosów dalej wyczuwalny, ale już w przyjemny nie tak nachalny sposób. Najbardziej wyczuwalna jest mocna nuta mięty.

Działanie: bardzo silnie oczyszczające, chłodzące. Jak dla mnie okazało się zbyt silne i skończyłam z podrażnioną skórą głowy- piękny czerwony przedziałek i łupież, a raczej bardzo przesuszona łuszcząca się skóra głowy. Włosy również sprawiały wrażenie przesuszonych i napuszonych. Tego szamponu nie zużyliśmy do końca, bo okazało się, że Martinowi, któremu zazwyczaj wszystko jedno czego używa ten również nie przypadł do gustu i również podrażnił mu skórę głowy.




Jak możecie się domyślić do tego szamponu nie mam zamiaru powracać. Pozostałość leci do kosza...

Moroccan Argan Oil



Skład:


Oraz: 
Aloe barbadensis leaf juice, Aqua, Cocamidopropyl betaine, Sodium cocoamphoacetate, Sodium lauroyl sarcosinate, Coco glucoside, Glyceryl oleate, Palmitamidopropyltrimonium chloride, Glycerin, Caprylyl/Capryl glucoside, Argania spinosa (Argan) oil, Citrus aurantium dulcis, Eugenia caryophyllus (Clove) leaf oil, Pelargonium graveolens (Geranium) oil, Citrus limon peel oil, Pogostemon cablin (Patchouli) oil, Cinnamomum zeylanicum (Cinnamon) leaf oil, Aniba rosaeodora (Rosewood) oil, Mentha arvensis herb oil, Citrus nobilis (Mandarin) peel oil, Vanilla planifolia (Vanilla) fruit extract, Mentha spicata herb oil, Kigelia Africana fruit extract, Hibiscus sabdariffa flower extract, Adansonia digitata fruit extract, Sorbitan sesquicaprylate, Sodium hydroxymethylglycinate, Sodium benzoate, Potassium sorbate, Benzyl alcohol, Dehydroacetic acid, Citric acid, Limonene, Eugenol, Linalool.

Zapach: dość intensywny podczas mycia, po wysuszeniu włosów prawie niewyczuwalny.

Działanie: obciąża włosy, bardzo kiepsko radzi sobie z ich oczyszczaniem. Nawet po dwukrotnym myciu, po wysuszeniu okazywało się, że gdzieniegdzie mam tłuste pasma włosów... Włosy były przyklapnięte i matowe.



Zużyłam go do końca, ale mycie nim włosów było jak rosyjska ruletka- nigdy nie mogłam być pewna w jakim stanie będą po wysuszeniu. Uwierzcie starałam się myć je jak najdokładniej, ale niestety czasem, podczas prostowania zauważałam nieestetyczne tłuste pasma. Raz sytuacja przedstawiała się tak źle, że wysuszone już włosy musiałam umyć ponownie, a to nie było to czego potrzebowałam rano przed wyjściem do pracy! Werdykt- nigdy więcej!


Rose Otto


Skład:


Oraz:
Aloe barbadensis leaf extract, Aqua (water), Sodium lauroyl sarcosinate, Sodium cocoamphoacetate, Cocamidopropyl betaine, Shea butteramidopropyltrimonium chloride, Coco glucoside, Glyceryl oleate, Parfum, Sorbitan sesquicaprylate, Pelargonium graveolens (geranium) oil, Eugenia caryophyllata (clove) flower oil, Rosa damascena (rose) flower oil, Rosa damascena flower extract, Passiflora incarnata extract, Tilia europaea flower extract, Calendula officinalis flower extract, Chamomilla recutita flower extract, Ascorbic acid, Potassium sorbate, Sodium hydroxymethylglycinate, Citric acid, Citronellol, Geraniol. 

Zapach: spodziewałam się czegoś w stylu duszącego zapachu róż, jednak zostałam pozytywnie zaskoczona. Zapach jak i przy reszcie szamponów Dr. Organic jest intensywny (ale i bardzo przyjemny- najbardziej przypadł mi do gustu) podczas mycia. Schody zaczynają się podczas suszenia włosów, gdy podgrzany nie pachnie zbyt przyjemnie. Cóż, najważniejsze, że 'delikatny smrodek' nie utrzymuje się na włosach, ponieważ gdy są już wysuszone NIC nie czuć. 


Działanie: włosy są odświeżone, ale nie przesuszone, a skóra głowy nie jest podrażniona (jupi!!!). Jestem bardzo zadowolona, bo wreszcie przestałam grzebać we włosach (po użyciu większości szamponów zaczynam się 'dotykać', trochę drapać w związku a czym włosy przetłuszczają mi się jeszcze szybciej). Muszę też powiedzieć, że wyglądają zdrowo i delikatnie się błyszczą.



Na chwilę obecną ten szampon został moim numerem 1, jednak po wykończeniu butelki nie polecę po następną, ale wypróbuję jeszcze Manuka Honey, który jak na razie czeka na swoją kolej.


Co wspólnego mają ze sobą wszystkie z powyżej wymienionych szamponów?

Wszystkie bardzo dobrze się pienią i są zamknięte w przyjemnych dla oka, plastikowych butelkach z zamknięciem bez nakrętki. 


Produkty nie były testowane na zwierzętach i są odpowiednie na wegetarian i wegan.
Termin przydatności- 12 miesięcy.


Czy ktokolwiek wytrwał do końca? Pytanie dla tych, którzy jeszcze nie umarli z nudów po przeczytaniu tego posta- próbowałyście szamponów od Dr. Organic? Jeśli tak dajcie znać jak przypadły Wam do gustu. 
Powiem szczerze, że mam zamiar wypróbować wszystkie szampony jakie mają, bo tak naprawdę każdy jest inny. Nie ma co skakać po różnych firmach skoro tutaj spotyka mnie taka różnorodność :)

Komentarze

  1. Też używałam Dr. Organic Tea Tree (i to dwie butelki już opróżniłam) i byłam z niego zadowolona. Nie zauważyłam, żeby mi podrażnił skórę, natomiast oczyszczanie było znakomite. Mam dość oporną skórę, więc zwykle nie mam problemu z dość silnymi środkami, ale też muszę przyznać, że używałam tego szamponu na zmianę z innym (2 razy w tygodniu tea tree) i nakładałam na włosy balsam (oczywiście z dala od skóry ;)). Pewnie do niego jeszcze wrócę, chociaż cena mnie lekko demotywuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Używałam go dużo częściej, bo aż 3-4 razy w tygodniu i skutek był opłakany. Mam dość wrażliwą skórę głowy i przy zmianie szamponu mogę mieć problemy, więc dałam mu czas na zadomowienie się używając go przez parę tygodni (muszę przyznać, że pomimo 'podłączenia' się mojego ukochanego pod moje szampony da się zauważyć, że są wydajne).
      Jeśli chodzi o cenę- tyle dobrego, że w H&B dość często można się natknąć na różnego rodzaju promocje :)

      Usuń
  2. Nigdy dotąd nie słyszałam o tej marce, ciekawe czy są dostępne w pl..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szybko sprawdziłam i widzę, że można je dostać na Allegro. Niestety nie mam pojęcia jak się sytuacja przedstawia ze sklepami stacjonarnymi...

      Usuń
  3. Pierwszy raz spotykam się z tą firmą:) Zaintrygował mnie szampon o zapachu róż. Bardzo lubię tę charakterystyczną, kwiatową woń. Na korzyść wyżej wspomnianego kosmetyku przemawia jego działanie. Produkt jest łagodny dla skalpu, a ja borykam się z wrażliwą skórą głowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz problemy z nadwrażliwą skórą głowy to szczerze polecam ten szampon :) Teraz wzięłam się za testowanie 'Manuka Honey' i mimo, że nie jest najgorszy to jednak na początku używania swędziała mnie skóra głowy, pojawiło się też trochę łupieżu...
      Bardzo spodobała mi się ta różnorodność szamponów u Dr. Organica, mam zamiar przetestować co się da :)

      Usuń
  4. Nie miałam tych szamponów ale wyglądają bardzo ciekawie. Obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Dlaczego zdecydowałam się na powrót do naturalnego koloru włosów i jak to zrobiłam? (Duuuużo czytania!)

Do zrobienia posta włosowego zbierałam się od dłuższego czasu. Na początku miałam zamiar pokazać Wam jak wyglądały moje włosy na przestrzeni lat, jednak po przejrzeniu zdjęć i przemyśleniu tematu zrezygnowałam. Jak wspominałam kiedyś na swoim facebookowym profilu, żeby pokazać Wam transformacje moich włosów musiałabym podzielić się sporą ilością prywatnych zdjęć. Nieczęsto zdarzało się robić fotki po farbowaniu czy wizycie u fryzjera, więc pozostały zdjęcia z urlopów/imprez/spotkań, których nie chcę tu pokazywać, bo to byłoby dla mnie przekroczeniem pewnej granicy. Podjęłam decyzję o pokazaniu Wam kilku zdjęć i napisaniu o tym dlaczego zdecydowałam się na powrót do naturalnego koloru włosów, który wiele osób nazywa mysim blondem. Przy okazji powiem Wam, że ten post siedział w roboczych prawie pół roku.

La Roche-Posay, Effaclar Duo w mojej walce z trądzikiem.

Po raz kolejny długo zwlekałam z podejściem do napisania posta. Jakiś czas temu miałam wielką ochotę pokazać Wam jak zmieniały się moje włosy, ale koniec końców wystraszyłam się dzielenia zdjęciami robionymi w różnych okresach mojego życia. Bałam się, że mogłabym przekroczyć granicę i pokazać zbyt wiele. Temat włosów został odłożony/ zawieszony do odwołania, a ja postanowiłam napisać o kremie Effaclar Duo. Miałam kiedyś sporo zdjęć swojej twarzy pozbawionej makijażu, ale tak zawsze wychodziło, że je kasowałam i uchowały się może cztery z okresu, gdy cera wyglądała nieciekawie. Nie chcę ich wklejać w tym poście i muszę przyznać, że ogólnie ciężko jest mi się nimi dzielić, ale wstawię linka. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy lubi oglądać tego rodzaju 'świństwa', więc pamiętajcie, że klikacie na własną odpowiedzialność ;)

Na początek może opowiem Wam pokrótce jak przedstawiały się u mnie trądzikowe przeboje. Miałam mnóstwo zaskórników, wyskakiwały mi bolące gule, a wszystko…