Przejdź do głównej zawartości

5 rzeczy, które powinnaś mieć w szafie mieszkając w Anglii.

Oto moja subiektywna i potraktowana z przymrużeniem oka lista rzeczy MUST HAVE dla każdej kobiety, która mieszka lub wybiera się do Anglii.
  • Parasolka
Dokładnie tak. Opowieści o tym, że Anglia jest szaroburym, deszczowym krajem wcale nie są przesadzone. Dopiero mieszkając tutaj przekonałam się, że może w tym samym momencie padać deszcz i świecić słońce (co było dla mnie niemałym zaskoczeniem ;) )
Parasolkę radziłabym wybrać z tych porządniejszych, bo po pierwsze opady deszczu często połączone są z wiatrem, po drugie  będzie nam musiała posłużyć długo- nie ma co liczyć na to, że globalne ocieplenie przegoni angielskie deszcze.

  • Kurtka z kapturem
Jeśli kurtka to tylko z kapturem, bo przecież nigdy nie wiadomo kiedy złapie nas deszcz, albo odleci parasolka.

  • Kalosze
Spójrzmy prawdzie w oczy- w Anglii kalosze nosi się nie ze względu na obowiązujące trendy czy modę, ale ze względów praktycznych.

  • Ciuchy oversized
Luźne podkoszulki bardzo się przydadzą, gdy nabierzemy dodatkowych kilogramów. Angielski klimat sprzyjający siedzeniu w domu i słynne ‘fish&chips’ sprawią, że Wasze oversizowe ciuchy nagle zaczną bardziej opinać ciało... Ale to przecież przez to, że znów zostały wyprane w zbyt wysokiej temperaturze ;)

  • Szpilki
Jakiś czas temu dużo mówiło się o ty, że Angielki są posiadaczkami najwyższych obcasów w Europie. Jeśli wybierzecie się wieczorem do klubu, pubu czy restauracji szybko zobaczycie, że jest to prawdą. Tutejsze dziewczyny są posiadaczkami nie tylko butów na wysokich obcasach, ale również niebywałej umiejętności zgrabnego się na nich poruszania. O ile na co dzień biegam w butach na płaskiej podeszwie tak w weekendowe wieczorne wyjścia wkładam (ostatnio z coraz większą przyjemnością) buty na obcasie. Staram się jednak wybierać takie z koturną, które sprawiają, że obcas nie wydaje się tak wysoki lub z szerszym obcasem. Buty takie jak te na poniższych zdjęciach pozostawię jednak starym obcasowym wyjadaczkom...

 Gdybyście Wy miały utworzyć swoją listę- niekoniecznie o Anglii, ale o kraju swojego zamieszkania- co byście na niej umieściły? Jakie są Wasze 'must have'?

Gorące uściski z deszczowej Anglii :)

Ania

Komentarze

  1. Zdecydowanie bluza, kurtka z kapturem parasolka wygina mi sie w druga stronę od silnego wiatru :\ co do butów to sie zgadzam jak tu przyjechałam i zobaczyłam te kolosy to sie za głowę złapałam jak w tym można chodzić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wychodząc z domu razem ze swoim Martinem zabieramy większą 'rodzinną' parasolkę, która tak łatwo się nie wygina. Gdy przemykam ulicami sama preferuję kaptur :)

      Usuń
  2. Kalosze, kurtka przeciwdeszczowa oraz parasol to podstawa. Mimo że w Anglii jeszcze nie byłam, tak to sobie właśnie wyobrażam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje wyobrażenia 100% odpowiadają rzeczywistości- niestety! ;)

      Usuń
  3. U mnie po przylocie garderoba nadawała się do kompletnej wymiany :) Kurtki z kapturami lubiłam od zawsze i były podstawą, ale to w UK kupiłam w końcu wodoodporną wykonaną z tkaniny oddychającej z polarem i to był świetny zakup, do tego na okres zimowy lekka kurtka z Tresspass. No i wodoodporny trencz :D Kaloszy nie mam i raczej nie kupię, chyba że faktycznie będę potrzebowała. Postawiłam na wygodne buty z Hi Tec. Parasolka must have :) najlepiej tak, by po złożeniu mieściła się w torebce. Co więcej nauczyłam ubierać się na cebulkę.
    Obcasy kiedyś bardzo lubiłam, teraz tylko podziwiam :) i mam kilka par, które nie są używane :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obcasy przez długi czas ubierałam 'od święta', ale ostatnio natknęłam się na bardzo wygodne botki, na stabilnym obcasie i noszę je dość często. Obym jak najczęściej natrafiała na tego typu obuwie :D
      Dopiero jakieś 2 tygodnie temu kupiłam sobie małą, składaną parasolkę, ale przy tym jak ostatnio wieje nie wiem jak długo wytrzyma...
      Polary i ciepłe kurtki nauczyłam się nosić... w pracy :) Jestem zmarzluchem i moim zdaniem ogrzewanie, które tam mamy mogłoby być lepsze. Nie raz przynosiłam ze sobą termofor w zimie :D

      Usuń
  4. Mieszkam w Polsce, ale przyznam, że to świetny pomysł na serię postów i poznania życia w UK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze Ci się przyznam, że żałuję pójścia w tematy kosmetyczne i tego, że tylko na nich się skupiałam. Teraz mam głowę pełną pomysłów, a tak mało czasu i energii na ich zrealizowanie...

      Usuń
  5. Uśmiechnęłam się, bo faktycznie zdałam sobie sprawę jakie szpilki noszą dziewczyny tutaj, nieporadnie próbując manewrować nogami na bruku przed imprezą ;) do tego chyba nie musze dodawać, że często jakbym miała taką masę ciała to w życiu bym nie ubrała sie tak jak one?

    co do parasolki, wiesz, że jestem tutaj rok i nadal jej nie kupiłam?
    chyba ze względu na te wiatry właśnie
    zawsze ratuję się kapturem
    muszę kupić sobie w tym roku fajną kurtkę przeciwdeszczową

    No i Hunterki oczywiście to podstawa :)
    uwielbiam moje i nigdy bym nikomu nie oddała a i mam ochotę na kolejne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ok, muszę coś wyznać- parasolka widoczna na zdjęciu została przeze mnie kupiona zaledwie parę tygodni temu :D

      Usuń
  6. Parasol i kalosze mam na liście do nabycia po przyjeździe. Kurtki mam same z kapturem bo innych nie lubię :D A co do szpilek - nie noszę. Na imprezy też nie chodzę więc...
    Ale tak, rybkę smażoną lubię. :( Pocieszmy się, że to w połowie zdrowe - wszak to ryba jest!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Dlaczego zdecydowałam się na powrót do naturalnego koloru włosów i jak to zrobiłam? (Duuuużo czytania!)

Do zrobienia posta włosowego zbierałam się od dłuższego czasu. Na początku miałam zamiar pokazać Wam jak wyglądały moje włosy na przestrzeni lat, jednak po przejrzeniu zdjęć i przemyśleniu tematu zrezygnowałam. Jak wspominałam kiedyś na swoim facebookowym profilu, żeby pokazać Wam transformacje moich włosów musiałabym podzielić się sporą ilością prywatnych zdjęć. Nieczęsto zdarzało się robić fotki po farbowaniu czy wizycie u fryzjera, więc pozostały zdjęcia z urlopów/imprez/spotkań, których nie chcę tu pokazywać, bo to byłoby dla mnie przekroczeniem pewnej granicy. Podjęłam decyzję o pokazaniu Wam kilku zdjęć i napisaniu o tym dlaczego zdecydowałam się na powrót do naturalnego koloru włosów, który wiele osób nazywa mysim blondem. Przy okazji powiem Wam, że ten post siedział w roboczych prawie pół roku.

La Roche-Posay, Effaclar Duo w mojej walce z trądzikiem.

Po raz kolejny długo zwlekałam z podejściem do napisania posta. Jakiś czas temu miałam wielką ochotę pokazać Wam jak zmieniały się moje włosy, ale koniec końców wystraszyłam się dzielenia zdjęciami robionymi w różnych okresach mojego życia. Bałam się, że mogłabym przekroczyć granicę i pokazać zbyt wiele. Temat włosów został odłożony/ zawieszony do odwołania, a ja postanowiłam napisać o kremie Effaclar Duo. Miałam kiedyś sporo zdjęć swojej twarzy pozbawionej makijażu, ale tak zawsze wychodziło, że je kasowałam i uchowały się może cztery z okresu, gdy cera wyglądała nieciekawie. Nie chcę ich wklejać w tym poście i muszę przyznać, że ogólnie ciężko jest mi się nimi dzielić, ale wstawię linka. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy lubi oglądać tego rodzaju 'świństwa', więc pamiętajcie, że klikacie na własną odpowiedzialność ;)

Na początek może opowiem Wam pokrótce jak przedstawiały się u mnie trądzikowe przeboje. Miałam mnóstwo zaskórników, wyskakiwały mi bolące gule, a wszystko…

Szampony Dr. Organic- Moroccan Argan Oil, Tea Tree & Rose Otto.

Piszę tego posta, bo świerzbią mnie palce i nie mogę się powstrzymać od wyrażenia swojej opinii :) Co prawda tylko dwa z szamponów zużyłam, a jeśli chodzi o trzeci z nich to dalej jestem w trakcie testów, jednak używam go już około 3 tygodni i postanowiłam go nie pomijać w dzisiejszym poście. 


Chciałabym podkreślić (dosłownie również), że podczas stosowania poniżej wymienionych szamponów całkowicie powstrzymałam się od stosowania odżywek do włosów, ponieważ nie chciałam żeby cokolwiek wpłynęło na moją ocenę. Raz na jakiś czas użyłam maski- dosłownie kilka razy, również z tej samej firmy, ale o tym może przy innej okazji.

Małe przypomnienie opisu moich włosów i skóry głowy. 
Włosy- niefarbowane, średniej długości, falowane.
Skóra głowy- przetłuszczająca się, wrażliwa, ze skłonnością do łupieżu.

Jako pierwsze kupiłam Tea Tree, który był również pierwszym szamponem od Dr. Organic, którego zaczęłam używać oraz Moroccan Argan Oil, który poszedł na drugi ogień. Wszystkie szampony nabyłam w sklep…