Przejdź do głównej zawartości

Kot w domu- przepisy BHP

Jestem kociarą. I psiarą. A tak naprawdę kocham wszystkie zwierzęta (może oprócz węży, bo mnie obrzydzają i świat bez nich byłby lepszy ;) ), ale swoje życie dzielę z kotem, więc dzisiaj trochę o tym. Chciałam napisać parę słów o tym co zrobić żeby naszemu kociakowi żyło się lepiej i bezpieczniej pod naszym dachem. Zaznaczam, że nie jestem ekspertem i piszę jedynie z punktu widzenia kogoś kto od lat dzieli swoje życie z wąsaczami.

* ROŚLINY



Przez wiele lat nawet przez myśl mi nie przeszło żeby sprawdzać czy moje rośliny są dla kota trujące. Kocio się po prostu nimi nie interesował. Niestety przyszedł moment, gdy po operacji i paru nocach spędzonych w klinice weterynaryjnej zawiódł go instynkt i przeżuł trującego dla niego liścia. Najpierw zaczął przyjmować zwracany pokarm, potem nawet już wodę. I znów klinika, kroplówki, leki. Mieliśmy wielkie szczęście, bo Kocio przeżył, a nerki nie zostały uszkodzone.  To była cenna lekcja. To, że Wasz kot nigdy nie dobierał się do kwiatów nie znaczy, że kiedyś tego nie zrobi. Dlatego też jeśli macie ochotę trzymać rośliny w domu warto sprawdzić czy nie są na liście tych, które mogą naszego pupila otruć i ustawić je poza jego zasięgiem. Słabo się znam na roślinach i trochę szkoda mi czasu na grzebanie w internecie, więc wszystkie moje 'chwasty' pozostają zabezpieczone.



*OKNA



O ile Wasz dom nie jest parterowy warto pomyśleć o dobrym zabezpieczeniu okien. Kotu siedzącemu na parapecie, widzącemu przelatującego w pobliżu ptaka nie przejdzie przez myśl, że on skrzydeł nie posiada i poleci w dół jak worek z cementem. Tutaj niestety może zadziałać instynkt zabójcy-łowcy. U nas okna nie otwierają się na całą szerokość, jedynie górna połówka może zostać uchylona. Nie mamy siatek zabezpieczających, po prostu nie pozwalamy kotu wskakiwać na okno jeśli jest uchylone- opuszczamy żaluzje do samego dołu i stawiamy coś ciężkiego na parapecie

*DRZWI

Te u nas są ciężkie, a nasz nie należy do najbardziej zaradnych i sam sobie ich otworzyć nie potrafi. Istnieje, więc ryzyko, że może się gdzieś zatrzasnąć. I na pewno nie byłoby to dla naszego zwierzaka przyjemne jeśli jedzenie i picie znajduje się w innym pomieszczeniu, a nas nie będzie w domu przez kilka lub kilkanaście godzin. My wszędzie używamy specjalnych podkładek zapobiegających samoistnemu zamykaniu się drzwi.


*ŚRODKI CZYSTOŚCI

Nikt z nas nie napiłby się płynu do mycia podłóg. Dobrze, więc uchronić też od tego naszego futrzaka i na czas porządków uniemożliwić mu dostęp do pomieszczenia. Nie pozwalajmy zwierzakowi biegać po mokrych powierzchniach- środki czystości znajdą się na jego łapkach, a on porządnie je wyliże...


*JEDZENIE

Zanim zacznie podkarmiać pupila jedzeniem ze swojego talerza radzę zapoznać się z listą produktów, które mogą być dla niego szkodliwe. Kilka podstawowych, którymi nie powinniśmy się dzielić to:

  • mleko
  • czekolada
  • surowe mięso
  • ziemniaki
  • białko jajka
  • psia karma
To oczywiście tylko niektóre, w znalezieniu reszty pomoże Wujek Google ;)

*KOT POD OBSERWACJĄ

Poza regularnymi wizytami u weterynarza, po poznaniu swojego ulubieńca same zauważycie, gdy jego zachowanie odstaje od normy. Nasz diabeł miał kamienie w pęcherzu moczowym i okazało się, że antybiotyki nie pomogły. Gdyby nie to, że obserwowaliśmy sytuację, mruczka by już dzisiaj z nami nie było. Warto pamiętać, że koty mają wysoki próg bólu i często nawet jeśli coś zaczyna się dziać nie będzie tego po niech widać- wtedy pomaga obserwacja np. tego jak często chodzi do kuwety, czy pojawiła się krew w moczu, jak często pije. Jeśli chodzi o choroby układu moczowego ciekawy artykuł można przeczytać *tutaj* 

*STRES

To właśnie stres może być przyczyną różnych chorób. Warto zadbać o to żeby kociak nie zostawał niepotrzebnie na niego narażany. My np. wyjeżdżając na urlop nie chcemy kota oddawać do żadnej placówki, bo zmiana miejsca wiązała by się z dużym dyskomfortem. Zamiast tego moja przyjaciółka, na której kociak się poznał i też ją lubi, przyjeżdża go karmić (dzięki Iwonka :*) Zaopatrzyliśmy się również fontannę z filtrem, więc nie trzeba się martwić, że w lecie będzie miał ciepławą, pełną kłaczków wodę.


Kupujemy też Feliway, który na czas naszego wyjazdu działa na kociaka uspokajająco.

Poniżej trochę więcej o Feliway- po kliknięciu na teks przeniesiecie się na stronę producenta, na której można obejrzeć filmik


(nie, nie jest to tekst sponsorowany ;) )

Jeśli macie coś do dodania to zapraszam do komentowania

Dobrej nocy :*


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dlaczego zdecydowałam się na powrót do naturalnego koloru włosów i jak to zrobiłam? (Duuuużo czytania!)

Do zrobienia posta włosowego zbierałam się od dłuższego czasu. Na początku miałam zamiar pokazać Wam jak wyglądały moje włosy na przestrzeni lat, jednak po przejrzeniu zdjęć i przemyśleniu tematu zrezygnowałam. Jak wspominałam kiedyś na swoim facebookowym profilu, żeby pokazać Wam transformacje moich włosów musiałabym podzielić się sporą ilością prywatnych zdjęć. Nieczęsto zdarzało się robić fotki po farbowaniu czy wizycie u fryzjera, więc pozostały zdjęcia z urlopów/imprez/spotkań, których nie chcę tu pokazywać, bo to byłoby dla mnie przekroczeniem pewnej granicy. Podjęłam decyzję o pokazaniu Wam kilku zdjęć i napisaniu o tym dlaczego zdecydowałam się na powrót do naturalnego koloru włosów, który wiele osób nazywa mysim blondem. Przy okazji powiem Wam, że ten post siedział w roboczych prawie pół roku.

La Roche-Posay, Effaclar Duo w mojej walce z trądzikiem.

Po raz kolejny długo zwlekałam z podejściem do napisania posta. Jakiś czas temu miałam wielką ochotę pokazać Wam jak zmieniały się moje włosy, ale koniec końców wystraszyłam się dzielenia zdjęciami robionymi w różnych okresach mojego życia. Bałam się, że mogłabym przekroczyć granicę i pokazać zbyt wiele. Temat włosów został odłożony/ zawieszony do odwołania, a ja postanowiłam napisać o kremie Effaclar Duo. Miałam kiedyś sporo zdjęć swojej twarzy pozbawionej makijażu, ale tak zawsze wychodziło, że je kasowałam i uchowały się może cztery z okresu, gdy cera wyglądała nieciekawie. Nie chcę ich wklejać w tym poście i muszę przyznać, że ogólnie ciężko jest mi się nimi dzielić, ale wstawię linka. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy lubi oglądać tego rodzaju 'świństwa', więc pamiętajcie, że klikacie na własną odpowiedzialność ;)

Na początek może opowiem Wam pokrótce jak przedstawiały się u mnie trądzikowe przeboje. Miałam mnóstwo zaskórników, wyskakiwały mi bolące gule, a wszystko…

Szampony Dr. Organic- Moroccan Argan Oil, Tea Tree & Rose Otto.

Piszę tego posta, bo świerzbią mnie palce i nie mogę się powstrzymać od wyrażenia swojej opinii :) Co prawda tylko dwa z szamponów zużyłam, a jeśli chodzi o trzeci z nich to dalej jestem w trakcie testów, jednak używam go już około 3 tygodni i postanowiłam go nie pomijać w dzisiejszym poście. 


Chciałabym podkreślić (dosłownie również), że podczas stosowania poniżej wymienionych szamponów całkowicie powstrzymałam się od stosowania odżywek do włosów, ponieważ nie chciałam żeby cokolwiek wpłynęło na moją ocenę. Raz na jakiś czas użyłam maski- dosłownie kilka razy, również z tej samej firmy, ale o tym może przy innej okazji.

Małe przypomnienie opisu moich włosów i skóry głowy. 
Włosy- niefarbowane, średniej długości, falowane.
Skóra głowy- przetłuszczająca się, wrażliwa, ze skłonnością do łupieżu.

Jako pierwsze kupiłam Tea Tree, który był również pierwszym szamponem od Dr. Organic, którego zaczęłam używać oraz Moroccan Argan Oil, który poszedł na drugi ogień. Wszystkie szampony nabyłam w sklep…